| Poprzedni || Strona główna || Następny |
|   |
| Tytuł: Zaskakujący koniec tygodnia |
|
Od poniedziałku złoty, podobnie jak w zeszłym tygodniu, pozostawał słaby względem koszyka głównych walut. O ile jednak względem dolara polska waluta poruszała się w korytarzu pomiędzy poziomami 3,0000 - 3,0600, o tyle na wykresie kursu EUR/PLN wyraźnie zaznaczał się trend wzrostowy. Ogólnie niepokojący wydaje się fakt, że pomimo rosnącego kursu eurodolara, na złotym wciąż utrzymywała się presja deprecjacyjna. Do tej pory bowiem pomiędzy notowaniami EUR/USD a USD/PLN występowała silna ujemna korelacja - wzrost notowań głównej pary walutowej powodował spadek kursu USD/PLN, i umocnienie złotego. Ostatnie tygodnie zaś pokazywały zdecydowane odejście kursu od tej reguły. Logicznym wytłumaczeniem mogło być ogólne osłabienie sentymentu, oraz odpływy kapitału z regionu rynków wschodzących, jednak od lipcowego załamania polska waluta osłabiała się dużo silniej niż np. węgierski forint, czy czeska korona. Małą rewolucję przyniósł czwartek. Eurodolar, któremu już w środowe popołudnie udało się przebić psychologiczny poziom 1,3000, poszybował bowiem w górę aż o 4 figury, zatrzymując się na 1,3400 i osiągając tym samym poziom najwyższy od prawie 2 miesięcy. Złoty, w przeciwieństwie do innych walut regionu zdawał się jednak nie reagować na tę zwyżkę. W czwartkowe popołudnie deprecjacja złotego sięgnęła ekstremalnych poziomów. Kurs EUR/PLN dotknął niemalże granicy 4,0. Było to wynikiem zleceń klientowskich związanych z opcją barierową na poziomie EUR/PLN 4,0. Szybka deprecjacja złotego zakończyła się równie dynamiczną aprecjacją. Popyt na złotego pochodzący od zagranicznych poziomów sprowadził notowania euro do poziomu 3,85. Był to chwilowy ruch gdyż już w piątek od rana obserwowaliśmy powrót kursu na wysokie poziomy. Bardzo mało prawdopodobne jest, by tak duże ruchy (ponad 12 groszy) występujące w tak krótkim czasie miały jakiekolwiek uzasadnienie fundamentalne. Dość logicznym wytłumaczeniem tych zdarzeń wydaje się dość popularna ostatnio teoria, mówiąca o dużych opcjach walutowych na parę EUR/PLN mających rozliczyć się do końca miesiąca. Uzasadniałaby ona nienaturalnie słabą - szczególnie w stosunku do euro - złotówkę. Słaba rodzima waluta, zwiększająca różnice między kursem spot a cenami wykonania opcji, przełożyłaby się na większy zysk dla ich posiadaczy. Tym również można tłumaczyć wielokrotne "pompowanie" kursu w kierunku 4,00 EUR/PLN. Kolejnym argumentem za teorią opcji walutowych jest to, iż kurs regularnie spadał po fixingu Narodowego Banku Polskiego, kiedy następuje rozliczenie opcji. Piątkowe wahania mogły wynikać właśnie z rozliczenia się jednej lub kilku takich opcji. Pozostaje jednak wiele niewiadomych. Najważniejsze pytanie, to ile jeszcze opcji pozostało, i o jakich nominałach. Jeżeli bowiem teoria jest prawdziwa, niewykluczone że w przyszłym tygodniu znów będziemy obserwować próby podciągnięcia ceny euro do 4,00 złotych. Zastanawia również sprawa banku JP Morgan i wydanych przez niego prognoz kursu euro na poziomie 2,8000 złotego w trzecim kwartale przyszłego roku. Bank co prawda oficjalnie ogłosił, iż prognozowany rekordowo niski kurs był wynikiem błędu w raporcie, jednak patrząc na fakty sprostowanie to wydaje się mało wiarygodne. Zrodło: interia.pl |
|   |
| Pozostałe wpisy z tej kategorii: |
| Zaskakujący koniec tygodnia |
| Jen w górę po odrzuceniu planu |
| Diety dały na koniec sesji 4,2 procent zarobku |
| BDM - rekomendacja dla HTL-Strefa |
| Enea kupiła PEC z Obornik |
| Opcje jednak są dla ludzi |
| Płace muszą spaść o 30-40 procent |
| Asseco Poland - duży pakiet wystawiony na sprzedaż |
| Słabsze zyski warszawskiej giełdy |
| UniCredit zapłaci 300 milionów złotych |